Menu Zamknij

Pokonać jąkanie (Gazeta Czechowicka)

Kiedy w sklepie lub u lekarza swoje „dzień dobry” wypowiada kilka razy wolniej od przeciętnego człowieka biorą ją za głuchoniemą lub niepełnosprawną umysłowo. Wtedy zawsze i z wielką cierpliwością tłumaczy: mówię wolno, leczę jąkanie.

Anna Mida jąka się od dziecka. Jako dziecko bardzo szybko mówiłam. Mój aparat mowy nie nadążał za słownictwem. Mama kazała mi powtarzać zdania i tak powstał nawyk jąkania – wspomina. Kiedy okazało się, że zaburzenia mowy nie są jedynie stanem przejściowym często występującym u dzieci, ale nasilają się, rozpoczęły się wizyty u specjalistów. Pani Anna próbowała wszystkiego, łącznie z hipnozą, niestety, terapie pomagały tylko na chwilę.

W szkole czechowiczance było bardzo ciężko, ale nie tyle z powodu nieżyczliwości i złośliwości kolegów, choć i te się zdarzały, co raczej wskutek bezsensowności systemu. Najpierw dyrekcja chciała mnie przenieść do szkoły specjalnej, ale na szczęście moja mama jest osobą energiczną i asertywną i nie pozwoliła na to. Potem pojawił się problem z odpowiedziami ustnymi. Zazwyczaj kończyły się one jedynką, bo nie umiałam nic powiedzieć, a nauczyciele nie wierzyli w moją chorobę, w tę wewnętrzną blokadę. Twierdzili, że przesadzam – żali się.

Problemów ze znalezieniem przyjaciół nigdy nie miała, bo należy do osób otwartych, odważnych i odpornych psychicznie. Jeśli osoba jąkająca się ma słabą psychikę często kończy się to załamaniem psychicznym. Ludzie na jąkanie reagują różnie, dzieci lubią się śmiać i dokuczać. To rodzi wielką pokusę wycofania się z życia, odseparowania się od innych w imię świętego spokoju – wyjaśnia czechowiczanka. I dodaje: Ja na szczęście tak nie miałam. Zawsze miałam dużo znajomych. Zresztą, wśród nich nie jąkałam się, bo jąkanie to wynik stresu, strachu przed obcymi. Po szkole podstawowej pani Anna poszła do zawodówki. Tam okazano jej więcej zrozumienia i pozwolono odpowiadać w formie pisemnej. Czechowiczanka poszła za ciosem i po szkole ogrodniczej zrobiła liceum zawodowe oraz kurs na księgową. Starałam się żyć z jąkaniem i nie zamykać się na świat – mówi. Nie zamknęła się. Ma własną szczęśliwą rodzinę, męża i 9-letniego syna oraz dobrą pracę – jest księgową w firmie budowlanej. Postanowiła także stoczyć kolejną walką z jąkaniem i ponownie spróbować terapii.

Wybrała głośny Mikołów. Szybko zorientowałam się, że za bardzo duże pieniądze (8,5 tys.) cały ciężar terapii i tak spoczywa na mnie. Tamtejsi terapeuci chcieli bowiem, abym codziennie chodziła do sklepów i instytucji publicznych i tam zadawała różne pytania – opowiada. Ta forma leczenia nie była dla czechowiczanki zbyt przyjemną. Przy okazji pokazała jak inność niepokoi, jak trudno nadal ją zaakceptować. Ludzie, których zaczepiałam na ulicy pytając o godzinę lub drogę traktowali mnie jak narkomankę lub wariatkę. Jak dzwoniłam do skarbówki z jakimkolwiek pytaniem na dzień dobry odkładano słuchawkę – wspomina tamtą formę leczenia. Zrezygnowała zatem z Mikołowa, ale nie z samej terapii.

Zgłosiła się do Ośrodka Terapii Jąkania w Katowicach. I jest z niego bardzo zadowolona. Jest dużo taniej, jest też opieka psychologa, co w przypadku osób jąkających się ma bardzo duże znaczenie. Raz w miesiącu jeżdżę do ośrodka na dwa dni. Oprócz tego codziennie sama ćwiczę przez godzinę – opowiada. Terapia, na którą uczęszcza Anna Mida opiera się na stworzeniu nowego nawyku mówienia, zastąpieniu jąkania zdrową, choć początkowo znacznie wolniejszą mową. Żeby cokolwiek powiedzieć, muszę się przygotować i potrzebuję przerwy przed każdą kolejną wypowiedzią. Nie mogę również mówić kiedy idę lub gdy mam zajęte ręce, gdyż to przy pomocy palców wyznaczam sobie tempo mówienia – wyjaśnia pani Anna. W terapii bardzo dużą rolę odgrywa postawa najbliższych. Na szczęście czechowiczanka może liczyć na pomoc ze strony rodziny, wsparcie męża oraz szefa. Aby terapia była skuteczna nowa mowa musi być spokojna. Nie jest to łatwe, bo, jak wiadomo, samo życie rzadko kiedy bywa spokojne. Na szczęście mój szef jest bardzo wyrozumiały. Wie, ze nie wolno mi się denerwować, więc nigdy na mnie nie krzyczy, pozwala mi na pracę we własnym zakresie, zawsze też czeka aż skończę wypowiedź – chwali szefa Anna Mida.

Nie wszyscy jednak są tak wyrozumiali. Większość ludzi traktuje ją jak upośledzoną umysłowo, głuchoniemą lub narkomankę. Kontrola drogowa okazała się dla mnie koszmarem. Pan policjant chciał mnie zabrać na narkotesty i dał mi spokój dopiero jak pokazałam mu zaświadczenie. Niektórzy myślą, że jestem głuchoniema. Wtedy mówią wyraźniej, może w nadziei, że czytam z ruchu warg lub próbują mi coś pokazywać. Śmieję się wtedy i tłumaczę: mówię wolno, leczę jąkanie – żali się. I dodaje: Kiedy robię zakupy panie zazwyczaj starają się za mnie dopowiadać. Nie wiem czy mają mnie za niepełnosprawną czy nie mają cierpliwości. Chyba nikt nie jest przygotowany na wolną mowę.

Pani Anna postanowiła opowiedzieć swoją historię, aby dodać sił osobom jąkającym się, aby przekonać je, że warto podjąć wysiłek leczenia, wyjść z cienia, walczyć o normalne życie. Osoby jąkające się starają się ukryć swój problem przed światem, rezygnując z kontaktów towarzyskich, ograniczając swoje możliwości. Większość uważa, że terapia nie ma sensu, bo jąkanie jest nieuleczalne i można jedynie łagodzić jego skutki. To nieprawda. Kiedy zdawałam prawo jazdy lekarz wypisał mi je na 10 lat, bo nie umiałam przeczytać liter. Wczoraj podczas kontroli lekarskiej przeczytałam wszystko i pani doktor wypisała mi je bezterminowo – cieszy się. I dodaje: Nie wolno się poddawać. Trzeba walczyć o prawo do normalnego życia. Jestem dumna, że potrafię walczyć z jąkaniem i innych chciałabym namówić do tego samego. Osoby, które mają podobny problem i chciałyby z panią Anną porozmawiać, mogą pisać na jej adres mailowy: ania0416@wp.pl

Przeczytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *