Menu Zamknij

Żyć tak po prostu… – historia Mirka

Moja „przygoda” z jąkaniem trwa od wczesnego dzieciństwa i tak już pewnie będzie do końca. Z opowiadań mamy wiem, że dosyć wcześnie zacząłem mówić, lecz niestety w wieku 3 lat coś zaczęło się psuć… Z pierwszych lat szkolnych pamiętam to, iż np. przy czytaniu miałem problem z „wystartowaniem”. To pierwsze słowo było jakby zaczarowane, ale dalej szło już gładko, i miałem bardzo dobre oceny z czytania, czy też recytowania wierszy. Również w normalnych rozmowach z rówieśnikami nie było większych problemów. Wtedy chyba nie do końca zdawałem sobie sprawy z tego, że się jąkam.

Z każdym kolejnym rokiem mój problem stawał się jednak coraz większy, co skutkowało tym, że do minimum ograniczałem wypowiedzi ustne w szkole. Wśród koleżanek i kolegów moja mowa również pozostawiała wiele do życzenia. Zdarzały się różne docinki, uśmieszki, ale moja „pozycja” zarówno w szkole podstawowej, jak i średniej była dość mocna. Uczęszczałem do klas sportowych i to właśnie sport dawał mi sporo siły. Dzięki sportowi zyskałem też jakiś szacunek kolegów i dzięki temu nie mówiło się o mnie głównie jako o jąkale, ale raczej to ten, który dobrze gra w siatkę, czy też piłkę. Rodzice widzieli mój problem (byłem kilka razy u logopedy, przeszedłem także kilka seansów hipnozy), ale myślę, że wychodzili z założenia „kiedyś mu przejdzie” i tak naprawdę nie wiedzieli co czuję w środku, gdyż bardzo unikałem rozmów na temat jąkania. Przerażały mnie. Już wtedy głównym celem jaki sobie obrałem było pozbycie się tego potwora, który nieprzerwanie zatruwał moje życie. Ciągły strach przed pójściem do sklepu, wizytą u lekarza czy wykonaniem telefonu sprawiał, że wyleczenie się z jąkania stało się taką małą obsesją. Koledzy chcieli zrobić prawko, marzyli o samochodach, spotykali się z dziewczynami, a ja chciałem tylko móc normalnie mówić.

Pewnego dnia natrafiłem w internecie na stronę terapeutki leczącej metodą Arutiunian. Największe wrażenie zrobiło na mnie nagranie radiowe osób, które przeszły terapię. Puściłem tę audycję mamie i już wiedziałem, że to wielka szansa dla mnie i musi się udać. Pierwsza rozmowa z terapeutką tylko zwiększyła mój optymizm i mimo początkowych oporów co do żółwiego tempa poznanego na turnusie zaakceptowałem je, i przez ponad rok ćwiczyłem naprawdę sumiennie. Zadawałem pytania na ulicy, niejednokrotnie „dręczyłem” członków rodziny ćwiczeniami wykonywanymi w domu. Kto przechodził terapię wie o co chodzi. Mogę powiedzieć, że terapii zawdzięczam fakt, że mogłem w miarę normalnym tempem i bez zająknięć zdać maturę. Wtedy miałem w sobie taki spokój, jakiego chyba nigdy wcześniej i później nie doświadczyłem. Nie trwało to jednak wiecznie i zaczęły się schody po około pół roku od turnusu. Zakończyło się to wszystko powrotem do jąkania sprzed terapii. Największy żal, że tak to nazwę mam o to, iż całą winę za niepowodzenia zrzuca się na pacjenta. Nieetyczne jest także wmawianie ludziom stuprocentowego wyleczenia, jeśli tylko będą wykonywać polecenia terapeuty, dając im przez to często złudną nadzieję na lepsze życia bez jąkania. Moja terapeutka słysząc mnie na pierwszym spotkaniu stwierdziła, że z takim jąkaniem nie będę w stanie normalnie funkcjonować. Pewnie miała dużo racji, tyle że należałoby się zastanowić co to jest normalne funkcjonowanie. Nie zniechęcam nikogo do wzięcia udziału w terapii metodą Arutiunian, być może są osoby, którym pomogła, mi niestety na krótką chwilę, dlatego przemyślcie wszystko dokładnie, zanim zdecydujecie się na udział w owej terapii.

Będąc jeszcze w trakcie terapii, jednak już z wątpliwościami, czy na pewno się uda zacząłem krótką jak się później okazało przygodę ze studiami. Po pierwszym roku moja mowa pogorszyła się do tego stopnia, że zdałem sobie sprawę, iż nie dam rady. Już w trakcie pierwszego roku ponownie zacząłem unikać wypowiedzi, często opuszczając np. angielski. W kolejnych latach pracowałem z przerwami w różnych miejscach. Był okres, że sadziłem drzewka w lesie, pracowałem na budowie, w fabryce na produkcji, czyli tam gdzie mowa nie jest aż tak bardzo istotna. Obecnie niestety jestem bez pracy i niewiele wskazuje na zmianę tej sytuacji.

Każdy człowiek jest inny i mówią, że każde jąkanie jest inne, dlatego nie podoba mi się, jak ktoś na naszym forum krytykuje drugą osobę, że ta nie postępuje tak jak on/a (dajmy na to nie chodzi do sklepu, nie odbiera telefonów). Wiele osób tak naprawdę tylko się zacina, lub też jąka tak, że nie ogranicza to ich w większości zadań stawianych przez życie. Jak ktoś naprawdę mocno się jąka, to choćby nie wiem jak chciał pewnych spraw nie przeskoczy. Wiem po sobie, że nie będę nigdy pracował w zawodzie, gdzie mowa jest podstawowym narzędziem pracy. Nie twierdzę oczywiście, że mamy nie walczyć z tym naszym wrogiem. Ja sam często mam dość tego jak mówię, po nieudanej wypowiedzi (szczególnie wśród osób, które słabo znam, lub wcale nie znam) bywa, że przeklinam się w myślach. Moje jąkania jest dosyć silne, chociaż pewnie jak u wielu z Was są lepsze i gorsze okresy i wszystko zależy gdzie i z kim rozmawiamy. Mając 26 lat czasem sobie myślę, że przegrałem swoje życie. Nic przecież w życiu nie osiągnąłem, nic nie mam. Staram się jednak z tym walczyć i będę walczył, by jak mi raz powiedziała pewna dobra osoba nie obudzić się za 10 lat i stwierdzić, że zmarnowałem najlepsze lata nie próbując nic zrobić. Kiedyś bardzo przejmowałem się tym, co inni o mnie myślą i nie powiem, że teraz wszystko po mnie spływa, ale czy warto zadręczać się opiniami osób, które nic dla nas nie znaczą, a swoje niedoskonałości chcą ukryć szukając ich u innych.

Pozdrawiam Mirek

PODZIEL SIĘ SWOJĄ HISTORIĄ. PRZEŚLIJ NAM TEKST NA KONTAKT@DEMOSTENES2.EU

Przeczytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *