Menu Zamknij

Wpływ dzieciństwa na dorosłość i fatalne skutki – historia Oli

Witajcie, mam na imię Aleksandra, mam 20 lat i jąkam się odkąd skończyłam 7-8 lat. Piszę, by podzielić się z wami moją historią. Uważam, że pisanie jest najlepszą terapią dla mojego jąkania. Moje jąkanie nie jest genetyczne. Wynika z dość trudnych przeżyć z mojego dzieciństwa, za które głównie odpowiada ojciec – kat matki.

Niestety, ale będąc bardzo małą dziewczynką, byłam zmuszona się napatrzeć razów dawanych mojej mamie przez ojca. Koszmar ten przez kilka lat, był wypełniony ciągłymi wizytami policji i ucieczkami do babci, nawet w zimie, w nocy. Chodziłam do psychologa, na terapię, ale to nic nie dało.

Pierwsze oznaki jąkania pojawiły się u mnie na początku szkoły podstawowej. Zauważyłam zmianę w mojej mowie, ale nie potrafiłam tego nazwać. Koleżanki mówiły mi „Olka, jakoś dziwnie mówisz”. Nie bardzo wiedziałam co mi jest. Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej. Zaczęłam mówić na wydechu, przy czym się dusiłam, czułam brak powietrza w płucach, robiłam się czerwona. Nauczyciele, wydawało się, ze zauważyli mój problem, ale nie „pobłażali mi” z tego powodu. Spotkałam się z wyzwiskami typu: „Ty jąkało” ze strony koleżanek z klasy, z wyśmiewaniem. W liceum było trochę lepiej, gorzej przed matura – musiałam niestety, zażyć mocniejszego trunku by poradzić sobie z matura ustną. Było mi tak przykro, że nie mogę ładnie powiedzieć sama, bez specyfików.

W liceum, był moment, że moja mowa była dla mnie najstraszniejszym wysiłkiem, pojawiły się skurcze twarzy, wykrzywianie buzi, jak coś mówiłam to robiły mi się żyły na szyi. Nie mogłam już na siebie patrzeć. By coś ładnie powiedzieć i nie myśleć o jąkaniu, szczypałam się w rękę, by myśli skupić nie na mowie ale na bólu. Każdego dnia marzyłam tylko o końcu tygodnia – o piątku, kiedy to pójdę do domu, z nikim nie będę musiała rozmawiać i będę miała spokój.

Najgorsze były rozmowy telefoniczne – miałam pojechać do pracy za granicę (uwielbiam jerzyki obce, i jest mi tak strasznie przykro, ze nie mogę mówić płynnie w języku obcym, są one moja pasją, która nie mogę się pochwalić), i miałam rozmawiać z włoszką. Boże, co ja wtedy przeżyłam. Przed rozmowa siedziałam trzy godziny w cichym miejscu, z muzyka rozluźniająca na uszach, starałam się uspokoić, wyciszyć, i wmawiałam sobie – Olka, do cholery, znasz język, więc nie może pójść źle! Nie będziesz się jąkać! No ale nadszedł czas rozmowy i… czułam upokorzenie przed sama sobą, że mam tak „łeb zabity jąkaniem”, że nawet nie potrafię z kimś porozmawiać. Miałam takiego bloka, ze mało co się nie udusiłam. Aż mama powiedziała – „Dziecko, co się dzieje?” Płakałam dwa dni, bo już miałam dosyć. Miałam dosyć siebie i mojej zabitej tym głowy, i jąkania.

Postanowiłam coś z tym zrobić. Poszłam do psychiatry (miałam 17 lat), zapisała mi leki i tyle. Leki pomogły tylko mojemu ciału, tzn. nie czułam na sobie stresu, ale umysł był dalej „zamotany”. Uznałam, że sama sobie z jąkaniem nie poradzę i poszłam do logopedy. Wypożyczono mi korektor mowy na miesiąc, który miał pomoc mi w mowie. Wstydziłam się bardzo chodzić z nim do szkoły. W niej spędzałam najwięcej czasu więc praktycznie moje ćwiczenia na nim trwały o wiele za krotko niż powinny.

Nadszedł czas studiów. Postanowiłam, że sama zrobię sobie terapie, wybrałam miasto gdzie nikt mnie nie zna, będę mówiła wolniej i każdy pomyśli, że zawsze tak mówiłam i jąkania mojego nie odkryje. Przez trzy miesiące to nawet wychodziło, nikt specjalnie nie zwracał uwagi na to, ale już po trzech miesiącach znowu się pogorszyło. Zaczynają powracać skurcze twarzy. Boże, to jest najgorsze. Ludzie myślą ze jestem nienormalna. Patrzą na mnie jak na wariata. A jest mi wtedy tak strasznie przykro. Specjalnie siadam w pierwszej ławce by nikt się nie mógł odwrócić gdy się zatnę, albo dostane skurczu twarzy i zakrywam twarz włosami.

Doszłam do wniosku, ze jeżeli nie zaakceptuję mojego jąkania będzie tylko gorzej. Powoli staram się oswajać z moja „ułomnością”, ale wiadomo zajmie mi to trochę czasu. Boje się, że powtórzy się moje załamanie nerwowe, i że przyjdzie dzień, kiedy już tego nie wytrzymam.

Chciałabym tak bardzo, można by rzec, że jest to moje marzenie, spotkać się z ludźmi jąkającymi się i wiedzieć, że nie jestem z tym sama, że są ludzie, którzy to zaakceptowali i potrafią poradzić sobie z tym i żyć dalej, mieć rodziny i dzieci, i najważniejsze – cieszyć się życiem.

PODZIEL SIĘ SWOJĄ HISTORIĄ. PRZEŚLIJ NAM TEKST NA KONTAKT@DEMOSTENES2.EU

Przeczytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *