Menu Zamknij

Wpis z bloga Sonii

Kilka lat temu – kiedy widocznie miałam większą motywację do pracy nad sobą – naszło mnie na to, by każdy kolejny tydzień poświęcić jednemu zagadnieniu z zakresu terapii jąkania – samoterapii oczywiście.

A więc w jednym tygodniu skupiam się na pewnym zagadnieniu (ćwiczę, wprowadzam w życie pewne dobre zasady), w kolejnym tygodniu – na następnym. I tak dalej. Wyglądało to tak [moje zapiski sprzed 3 lat]:

Tydzień pierwszy: Spokój i wolna mowa

Zadania:

1. mówię powoli (już samo to jest dla mnie wystarczająco trudne – jak się uda, to będzie świetnie). Powoli, tzn. wolniej niż mówię zazwyczaj, ale trochę szybciej niż na terapii prowadzonej metodą p. Arutiunian (nigdy nie byłam, ale słyszałam wolną mowę). A jeśli to powyższe wyjaśnienie jest mało jasne: mówię trochę wolniej niż “normalny” człowiek. Normalny, czyli płynnie mówiący 🙂

2. staram się o spokój wewnętrzny, unikam gwałtowności i pośpiechu . Mała dygresja: mój instruktor nauki jazdy mówił, że jeżdżę zbyt gwałtownie i w taki sposób na pewno nigdy nie będę dobrze jeździć ani nie zdam egzaminu. Następnego dnia bardzo postarałam się jeździć spokojnie i od razu było widać różnicę. Naprawdę. Stwierdziłam, że pewnie to samo tyczy się mojej mowy: nie wychodzi mi, bo mówię za szybko i za gwałtownie. No to może przykłady, jak realizować ten punkt:

-wychodzę z domu odpowiednio wcześnie – by się nie spieszyć i nie stresować,
-nie robię wszystkiego na ostatnią chwilę – lepsza organizacja czasu,
-nie ulegam presji czasu,
-stosuję przerwy podczas mówienia,
-wieczorem słucham uspokajającej muzyki,
-unikam niepotrzebnego hałasu i muzyki, która rozprasza,
-lepiej mówić mniej niż za dużo, itp.

3. proszę Boga o spokój wewnętrzny i zabranie niepotrzebnego niepokoju. Wiem, że mi pomoże 🙂 i nakieruje na odpowiednie rozwiązania.

Spokój wiąże się również z wieloma innymi rzeczami. Spokój to przeciwieństwo niepokoju, napięcia. A napięcie wypływa między innymi z tego, że staram się mówić płynnie, nie ujawniać swojego jąkania (potrafię tak, ale dużym kosztem – zresztą i tak to widać, bo stres przy ukrywaniu jąkania jest wielki) i z tego, że boję się zacięcia.

Ale nieukrywanie jąkania (przyznawanie się do jąkania), zostawię na inny etap. Teraz chciałabym się skupić tylko na tych 3 punktach.

PS. Właściwie to nie jestem pewna, czy rozpoczynam od właściwego momentu. Może lepsze byłoby coś innego, np. coś na kształt pierwszego etapu z terapii Van Ripera, czyli identyfikacja. Ale na razie chcę efektów. Efekty motywują. Jak mi wyjdzie, to pomyślę, żeby jakoś bardziej to zorganizować. Zresztą nie było moim celem podążanie drogą jakiejś konkretnej terapii, tylko zastosowanie pomysłów z różnych terapii i wprowadzenie ich w życie.

***

Mogę powiedzieć, że wtedy się udało. Przez tydzień mówiłam super. Potem myślałam, że tak już zostanie i przerwałam. Ale najważniejsze w tym wszystkim było to, że zobaczyłam, że jednak da się. Można samemu pomóc sobie z jąkaniem i mówić płynnie. Oczywiście, jeśli tylko tego się bardzo chce i jeśli się nad tym pracuje.

źródło: http://jakanie.wordpress.com

PODZIEL SIĘ SWOJĄ HISTORIĄ. PRZEŚLIJ NAM TEKST NA KONTAKT@DEMOSTENES2.EU

Przeczytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *