Menu Zamknij

Moja krótka pokręcona historia – historia Adam

Tak sobie siedzę wieczorem i myślę, że można by coś tutaj napisać, może ku pokrzepieniu serc dla innych jąkających, może po prostu dla siebie. Może by tak zacząć od początku – albo może najpierw coś bardziej ogólnego: Adam lat 22, student, jąkam się od małego, czyli taki trochę standard.

Tylko co dalej? 500 słów minimum? Przeraża mnie to wymaganie – ledwo co maturę pisemną z polskiego zdałem. Ale nic, odbiegam od tematu, miało być o jąkaniu. Tylko, że jak widać w innych tutejszych historiach wszystkie są mniej więcej takie same. Każdy pisze, że „to” jest „be” i och jak nieraz ciężko, źle, przeszkadza i ma duży wpływ na codzienne życie, etc. – każdy jąkała wie o co chodzi, bo każdy kto się jąka mniej więcej czuje się tak samo i nic bym tutaj ciekawego nie wniósł pisząc to samo. To może coś co mnie chyba trochę wyróżnia: nie wiem dlaczego, ale nie jąkam się, kiedy rozmawiam z kimś o jąkaniu i nie lubię słowa „jąkanie” to też dalej będę używał słowa „to”. Czyli jak już wcześniej wspomniałem nie mam „tego” gdy mówię o „tym” co było trochę zdziwieniem dla wszelkiej maści logopedów – co ten wariat robi w moim gabinecie?

W swoim życiu przeszedłem terapię metody radzieckiej szamanki, co już nie pamiętam nawet już jak się nazywa, bo było to dawno. Niestety, jak to mówi moja mama: „przez moje lenistwo”, jest jak jest, czyli lepiej jak jestem w domu, ale poza nim jest norma. Moje podejście do tego rodzaju terapii jest takie, że jest to bardziej maskowanie „tego,” a nie leczenie go. Zresztą decyzja co do podjęcia terapii była trochę z naciskiem rodziców, bo też skoro mam okazję to czemu by nie spróbować, co moim zdaniem było błędne, gdyż taką decyzję powinno się podjąć samemu bez niczyich nacisków. Było to coś w rodzaju, to ma być moja decyzja, ale jak odmówię to będzie znaczyć, że jestem głupi (bardziej by tu pasowało nierozsądny ale niech już zostanie), bo skoro mam szansę to trzeba ją wykorzystać.

Podczas terapii też odniosłem delikatne wrażenie, pazerności prowadzącego na biedactwach, które mają problem, plus teksty, że koniecznie coś z „tym” trzeba zrobić bo jakaś katastrofa się stanie. Tyle ludzi ma ten problem i jakoś żyje, robią karierę, mają rodziny, są szczęśliwi, ale nie, mnie potrąci tramwaj jak się nie zapiszę na tę terapię. Nie chcę w tym miejscu wrzucać na logopedów, bo reszta którą spotkałem na swojej drodze była naprawdę spoko! Ale dobra, kończę marudzenie, pora na coś weselszego.

Pomimo że się doskwiera mi ta przypadłość staram się żyć tak jak normalny człowiek (i wyszło że jesteśmy nienormalni), czyli unikam unikania mówienia – fakt, nieraz jest totalnie zły dzień i po prostu nie chce się gadać, ale to chyba wszyscy tak mają. Ale wracając do unikania unikania mówienia to jestem dziwnym osobnikiem. W szkole/na studiach zawsze zadawałem i zadaję dużo pytań nawet, gdy wiem że idzie blok.

Jeśli chodzi o publiczne przemówienia to staram się raz na jakiś czas, jak ma okazję stanąć przed nieznajomym tłumem i coś powiedzieć co kończy się nieraz gadaniem jak nakręcony, bądź jakimś koszmarem retoryka, ale cóż – zdarza się. Tak więc rada dla wszystkich – nie unikać mówienia, jak parę razy uda się Wam gadać przez kilkanaście minut do nieznanej publiczności, to daje to ogromna satysfakcję. Jaka jest moja recepta na płynne mówienie? Nie wiem, raz się udaję, raz nie. Jak widać cały tekst jest równie pokręcony i nie wiem czy to co napisałem nadaję się do publikacji, tak jak nie wiem czy ma minimum 500 słów, ale spróbowałem chociaż coś od siebie napisać.

Pozdrawiam, Adam

PODZIEL SIĘ SWOJĄ HISTORIĄ. PRZEŚLIJ NAM TEKST NA KONTAKT@DEMOSTENES2.EU

Przeczytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *