Menu Zamknij

Mój „czarny pasażer” – historia Dominika

Moje jąkanie towarzyszy mi praktycznie od dziecka, chociaż wspominam czasy wczesnej podstawówki, kiedy to potrafiłem przeczytać każdy tekst najpłynniej i najładniej ze wszystkich osób w klasie. Pamiętam także przyjemność jaką dawała mi nauka wierszy na pamięć i późniejsza ich recytacja przed całą klasą. Zawsze bez pomyłki i z odpowiednią intonacją. Teraz kiedy myślę o tym, zadaję sobie jedno pytanie: „Co się ze mną stało do cholery?!”

Teraz mam 20 lat i mam za sobą pierwszy rok Informatyki na AGH, ale tak naprawdę jestem tylko cieniem osoby którą byłem jeszcze 10 lat temu.

O ile mogę sięgnąć pamięcią to pierwsze „zacinki” zdarzały mi się już na początku podstawówki, były to jednak wyjątkowo rzadkie sytuacje. Po prostu jeśli wiedziałem co chce powiedzieć to spokojnie byłem w stanie wyrazić to słowami. Poważniejsze problemy zaczęły się w okolicach gimnazjum, wtedy przytrafiało mi się nie opowiedzieć jakiegoś kawału w obawie że zatnę się w pewnym momencie i moi wtedy jeszcze mało tolerancyjni koledzy po prostu to wyśmieją.

Jąkanie narastało i narastało. W pierwszej klasie gimnazjum byłem nawet przewodniczącym klasy, w trzeciej jednak nie byłem już w stanie wyobrazić siebie w tej roli. Pójście do sekretariatu czy dyrekcji wywoływało we mnie strach. Wtedy był to jednak tylko pozorny strach, gdyż zawsze wszystko kończyło się tym, że udawało mi się powiedzieć to co zamierzałem i to płynnie. Jednak wtedy właśnie narodziła się we mnie ta tak bardzo irytująca mnie do dziś NIEPEWNOŚĆ… Pamiętam pewne przedstawienie szkolne w którym miałem wypowiedzieć parę linijek tekstu, było to chyba już pod koniec gimnazjum. Stres był niewyobrażalny. Mimo iż na próbach wszystko było OKEJ to i tak bałem się kompromitacji na właściwym występie, tak się jednak nie stało…

Wtedy jeszcze jąkanie wcale nie towarzyszyło mi w domu, przy mamie mówiłem bardzo płynnie, więc problem był niezauważany. Zresztą tak szczerze mi też jakoś głupio było opowiedzieć mamie o problemie, bo w zasadzie wtedy jeszcze chyba nie zdawałem sobie sprawy z jego wielkości. Dopiero po gimnazjum kolega, z którym byłem na wakacjach uświadomił mi, że jąkam się coraz bardziej. Wtedy pojawiła się wielka obawa przed pójściem do liceum… Szedłem przecież w nieznane, do liceum które jest oddalone parę kilometrów od mojej miejscowości. Moje obawy były złudne… W nowej szkole poznałem wspaniałych ludzi, dzięki którym początkowo zapomniałem o jąkaniu. Zawsze byłem „social” więc integracja przebiegła błyskawicznie, świetnie odnalazłem się w nowym towarzystwie i poczułem się po prostu lubiany. Nie byłem pomijany na żadnej klasowej imprezie i tak w sumie jest do dzisiaj. A jeśli chodzi o naukę, to żadnego problemu nie sprawiało mi odpowiadanie na lekcji, bo nie miałem wtedy obawy o to, że np. w pewnym momencie zatnę się. Był to czas, w którym moje jąkanie w bardzo dużym stopniu uspokoiło się. Chciałbym zakończyć na tym moją historię, jednak życie to nie bajka…

Nawet wtedy jednak nie opuściła mnie całkowicie niepewność w kontaktach z zupełnie obcymi osobami, trochę bałem się kupić np. bilet w kiosku, ale nie była to jakaś panika, nie oblewał mnie pot, tak jak to się niestety dzieje teraz…
Z niewiadomych mi powodów coś zaczęło się znów psuć w klasie maturalnej. Może to był stres przed maturą? Jeśli tak to chyba tylko podświadomy, gdyż nie czułem się zdenerwowany bardziej niż większość moich kolegów i koleżanek z klasy. Najgorsze stały się dla mnie lekcje j. angielskiego. Jak to na przedmiocie językowym robiliśmy ćwiczenia gramatyczne i po kolei rozwiązywaliśmy przykłady. Z każdą kolejną lekcją czułem że coś złego znów zaczyna się ze mną dziać… Najpierw był tylko nieuzasadniony strach, myślałem – „o nie, zaraz moja kolej, muszę się skupić.” Powtarzałem sobie w myślach zdanie, które miałem powiedzieć setki razy, jednak w końcu za którymś razem zacząłem się zacinać czytając te zadania. Całe szczęście miałem wspaniałego nauczyciela j. angielskiego, który zauważył mój problem i próbował mi pomóc Jest to osoba, którą traktuję do dzisiaj jako przyjaciela. Po jego interwencji poszedłem do poradni psychologicznej i uzyskałem orzeczenie, które dawało mi podwójny czas na maturze ustnej z polskiego i angielskiego. Wtedy obudziła się we mnie nadzieja, że pozbędę się tego przekleństwa raz na zawsze. Moja terapia skończyła się na jednej wizycie w poradni, pani psycholog nie miała dla mnie więcej czasu niż spotkania raz na dwa miesiące. Dostałem niby jakieś ćwiczenia do domu, ale je olałem… Pomyślałem że w takim razie może samo przejdzie?

Niektórzy moi znajomi dowiedzieli się o moim jąkaniu z wielkim zdziwieniem właśnie dopiero w klasie maturalnej, ale oczywiście wszyscy to tolerowali, chociaż może nie do końca rozumieli. Mimo jąkania nie miałem problemu ze znalezieniem dziewczyny, która była wcześniej moją przyjaciółką z klasy. Nie trwał ten związek nawet roku, ale moje jąkanie jej nie przeszkadzało.

W końcu przyszła matura. Miałem jakieś złudne nadzieje, że a nuż wszystko będzie dobrze i powiem wszystko płynnie. Niestety nic bardziej mylnego… Na obu przedmiotach męczyłem się przed komisją niemiłosiernie, miałem nawet moment załamania, kiedy zdałem sobie sprawę z tego jak beznadziejnie mi idzie wypowiadanie się i zacząłem nawet mówić przez łzy, chciałem rzucić to wszystko i po prostu wyjść, ale dotrwałem do końca. Wydukałem prawie wszystko to co chciałem powiedzieć, moje wyniki były w okolicach 100%, ale nie czuje w związku z tym żadnej satysfakcji. Moim zdaniem było w tym trochę litości. Nie wiem czy inne osoby jąkające się też tak mają, ale ja często czuje się gorszy, kiedy inni ludzie biorą mnie „na litość”.
Mimo moich problemów postanowiłem, że nie będę się ograniczał ze względu na moją przypadłość. Egzaminy pisemne poszły mi dobrze, więc mimo pewnych obaw wybrałem studia w Krakowie. Uważam że póki co była to najlepsza decyzja w moim życiu. Chyba jestem szczęściarzem, dlatego, że znów poznałem świetnych ludzi. Pierwsze dwa miesiące były znów jak bajka. Najwyraźniej ponownie zmiana otoczenia, zmiana miasta zrobiła swoje. Po raz kolejny zapomniałem o moim „czarnym pasażerze”. Jednak tak to już jest, że gdy jest zbyt dobrze, to zawsze musi się coś zepsuć. Kilka miesięcy temu miałem nawet taki moment, że denerwowałem się przy sprawdzaniu obecności! Do tego stopnia, że bałem się powiedzieć słowo „jestem”! Całe szczęście szybko to minęło.

Jakoś udało mi się przebrnąć przez ten pierwszy rok bez większego wysiłku. Był to świetny rok, gdyż na moich studiach poznałem modelkę, która jest moją dziewczyną już ponad cztery miesiące. Mimo iż jest to osoba, przy której obecnie chyba jąkam się najmniej to i tak jest mi strasznie głupio, kiedy zdarzy mi się zaciąć przy niej. Wiem, że jej to nie przeszkadza, ale po prostu moja samoocena jest obecnie na tyle niska, że czasem czuję, że na nią nie zasługuję. Gdyby nie pokazywała bardzo wyraźnie, że zależy jej na mnie to pewnie nigdy nie zdobyłbym się na odwagę, żeby umówić się z nią.

Zdecydowałem się wreszcie podzielić wszystkim co mi leżało na sercu, kiedy uświadomiłem sobie, że nie jestem w stanie porozmawiać normalnie w tym momencie nawet z moimi przyjaciółmi. To jest dość dziwne, ale tak źle jak jest teraz chyba jeszcze nie było. Zdecydowanie pogorszyło mi się po sesji, kiedy wróciłem do mojego rodzinnego miasta. Teraz, kiedy spotykam się ze znajomymi przy piwku to nie jestem w stanie niczego im opowiedzieć z mojego życia bez straszliwych męczarni. Zdarzyło mi się też ostatnio przedstawiać paru osobom. Ani razu nie udało mi się wypowiedzieć płynnie swojego imienia. Po prostu podaję komuś rękę i nic nie mówię, mimo iż ta osoba wypowiada swoje imię. A kiedy już czuję, że muszę to powiedzieć, to wtedy albo męczę się kilkanaście sekund, albo ktoś obok mówi za mnie jak się nazywam. Stało się to dla mnie wręcz przerażające… Ludzie ze śmiechem dopytują „Co? Zapomniałeś jak się nazywasz?” A jeśli chodzi o załatwienie jakiś spraw, poproszenie o coś w sklepie, to to już jest dramat… Przeżywam po prostu teraz taki okres że nie myślę o niczym innym tylko o moim jąkaniu, może przez to że nie mam czym innym się przejmować? Czuje że jest na prawdę dużo dużo gorzej niż np. 2 miesiące temu, a już wtedy było źle…

W tym momencie nie wyobrażam sobie siebie na trzecim semestrze. Dochodzi mi wtedy język obcy, seminarium z fizyki (będę musiał zrobić godzinny wykład na jakiś temat z fizyki współczesnej) i jeszcze dodatkowo będę miał jeden ponoć bardzo trudny egzamin ustny.

Nawet nie podejrzewałem że mogę się aż tak rozpisać opowiadając swoją historię…

Bardzo dziękuję każdemu komu uda się dotrwać do końca :)

Pozdrawiam Dominik

PODZIEL SIĘ SWOJĄ HISTORIĄ. PRZEŚLIJ NAM TEKST NA KONTAKT@DEMOSTENES2.EU

Przeczytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *