Menu Zamknij

Jąkanie a rodzina – wpis z bloga ‚Bodosława’

Zacząć płynnie mówić – OK. A co z drugą stroną medalu…. Oprócz technicznej strony istnieje jeszcze ta druga – Psychiczna. Ona jest niezmiernie silna i powoduje ogromny strach i wstyd przed przyznaniem się do jąkania. Tak bardzo staram się to ukryć, tak bardzo się tego wstydzę. Z taką samą siłą jąkam się.

Mam narzeczoną. Ma na imię Madzia. Poznaliśmy się przez internet bo tylko tam czułem swobodę w nawiązywaniu kontaktów. Jesteśmy razem, mieszkamy razem, planujemy ślub. Madzia ma dwójkę dzieci, prawie dwóch dorosłych chłopaków. W tym wieku oni mają już swoje niezmienne zdanie na wszystko. Raz słuchają mamy (Madzi) raz nie, z przewagą na nie.

Ja występuje tu w roli – no właśnie….. Powinienem być w takich sytuacjach stanowczy, rozmawiać, reagować, zabierać głos, duuuuużo głosu. Oczywiście jest zupełnie odwrotnie. Strach przed zabieraniem głosu jest tak potężny, że czasem aż w głowie się kręci. Przez wszystkie lata jąkania kombinowałem jak mogłem, szukałem jak mogłem zastępczych słów, żeby tylko zdanie zostało wypowiedziane płynnie. Prawie każde zdanie zabiera tyle energii, że po jednej rozmowie jestem dosłownie wykończony. Mówienie mnie męczy.

Efektem mojej bierności są częste kłótnie różnych rozmiarów. Mówiąc kłótnie, mam na myśli milczenie. Madzia ma mnóstwo pretensji do mnie o moją bierność. Ja nie potrafiąc wytłumaczyć jej mojego problemu, poprostu milczę, co podwaja złość Madzi. Madzia wie, że się jąkam, wie że mam trudności z mówieniem i nie przeszkadza jej to. Ona nie rozumie tego, jak mocno wpłynęło to na psychikę i na sposób postrzegania życia, reagowania, pozostawania czynnym w życiu. Moja bierność oddala Madzię ode mnie a ja jestem bezradny. Tak bardzo ją Kocham, nawet nie potrafię powiedzieć jej jak bardzo. Jest dla mnie najlepszym, co mogło mnie w życiu spotkać. My, osoby jąkające mamy swój specyficzny sposób bycia. Sposób, którego nie zrozumie nikt, poza nami samymi. Dla innych może on być poprostu dziwny, głupi, chaotyczny, nerwowy.

Madzia mówi, że nie umiem rozmawiać, nie umiem mówić o uczuciach. „Porozmawiajmy” – prosi mnie. Ja cały zestresowany mówię, dobrze. Lecz nie umiem zacząć. Nie wiem od czego zacząć. Kiedy poznawaliśmy się, były to rozmowy głównie za pomocą komunikatorów internetowych, maile, sms-y. Dziś, Madzia mówi mi, że wtedy byłem inny, reagowałem, umiałem rozmawiać, byłem czuły i ciepły w rozmowie, wyrozumiały. Madzia nie rozumie, że od tego czasu nic się nie zmieniło, że nadal taki jestem. Nie potrafię tego tylko „POWIEDZIEĆ”.

Widzę jak Madzia cierpi przeze mnie. Wiedzę, ile kosztuje ją bycie ze mną. Mówi, podczas „kłótni”, że żałuje, że odeszła od męża, że teraz wie co straciła. Zaczynam myśleć, że taka była moja rola w całej tej sytuacji aby poprzez mnie Madzia dostrzegła właśnie to. W sytuacjach smutnych, osoba bliska liczy na wsparcie, na to, że ktoś powie coś dobrego. Dobrego? Powiedzieć że „będzie dobrze”? Na to właśnie się liczy? Albo będzie dobrze, albo nie będzie. Ja powiem, że będzie dobrze a okaże się że nie będzie dobrze. Co wtedy? Wtedy będą zarzuty, że przecież mówiłem, że będzie dobrze. „Na pewno się jakoś ułoży”…. A jeśli się okaże, że się nie ułoży? Wtedy znowu okaże się, że jest się niesłownym…. I tak źle i tak nie dobrze.

Sytuacje smutne także są bardzo stresogenne. To powoduje chaos w myślach, w słowach. Powoduje także jeszcze coś strasznego – poczucie winy. Cokolwiek by się nie stało, jest poczucie winy. Jest wina, są nerwy. Są nerwy jest chaos, jąkanie. Jest jąkanie, jest także wycofywanie się….. Znów koło się zamyka…. Z każdym dniem, widzę, że ma mnie coraz bardziej dość. Jestem wściekły na siebie samego za to, że mam tą wadę. Jestem również zły na Madzie, że nie rozumie tego co dzieje się we mnie i, że to rzutuje na całego mnie. Wiem, że wnętrze Madzi, też jest rozszarpywane przez nerwy, których dostarczam jej każdego dnia. Zawsze w sytuacji kiedy wiem, że muszę zareagować strach jest silniejszy, dużo bardziej silniejszy niż moje chęci. Reakcja równoznaczna jest z zabraniem głosu. To z kolei równoznaczne jest z porażką. Porażka jest nie do zaakceptowania, więc nie podejmuje wyzwania. I błędne koło się zamyka.

Pomóżcie mi znaleźć sposób, aby wytłumaczyć Madzi moją sytuację. Jak powiedzieć jej to, że ja poprostu nie umiem mówić. Samo wyrażenie „Jąkam się” nie tłumaczy normalnym ludziom problemu jąkani. Jak przedstawić to, że już prawie połowy mnie – nie ma……

źródło: http://bodoslaw.blog.onet.pl (nieistniejący)

PODZIEL SIĘ SWOJĄ HISTORIĄ. PRZEŚLIJ NAM TEKST NA KONTAKT@DEMOSTENES2.EU

Przeczytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *