Menu Zamknij

Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą – historia Bartka

Witam forumowicze. Jestem członkiem owego forum od prawie dwóch lat, a do tej pory nie podzieliłem się z wami swoją historią. Uważam, że czas najwyższy napisać kilka słów o sobie i jak to ja traktuję o swojej walce.

Kiedy byłem małym dzieckiem byłem wesoły i ponoć bardzo wygadany co do dziś mi pozostało mimo jąkania. Wszystko było w jak najlepszym porządku dopóki nie skończyłem 6-7 lat i wtedy zaczęły się pierwsze kłopoty z jąkaniem.

Trzeba przyznać, że pierwsze błędy przez rodzinę były już wtedy zrobione. Najpierw była ignorancja, a potem byłem karany za to, że się jąkam, no i zamiast wyleczenia poszło w całkowicie inną stronę, to znaczy jąkanie się pogłębiło.

Mimo wszystko byłem radosnym dzieciakiem i nie miałem kłopotów z poznawaniem kolegów i koleżanek ani ze szkołą. Wszystko było w porządku dopóki nie skończyłem 10 lat, kiedy tragicznie zmarł mój ojciec. Przeżyłem ogromną traumę gdyż pamiętam, że wszyscy dookoła mnie płakali, a ja jedyny nie mogłem, choć bardzo chciałem… Zamiast tego, przez calutki rok nie odezwałem się ani słowem. Chodziłem do psychologa, potem do psychiatry ale nic nie skutkowało. Po roku czasu coś we mnie pękło i po przepłakaniu tygodnia zacząłem mówić, chociaż mową tego nazwać nie można, był to totalny bełkot spowodowany bardzo nasilonym jąkaniem.

Czas mijał, a moje jąkanie powiedzmy wracało do normy i pomimo tego, iż po śmierci ojca ledwo z mamą i siostrą wiązaliśmy koniec z końcem ja czułem się świetnie, na jąkanie w ogóle nie zwracałem żadnej uwagi, byłem duszą towarzystwa, ogromnie gadatliwy mimo, że moje gadki to ciągłe zacięcia ;)
Problem zaczął się na nowo kiedy wyjechaliśmy na stałe do Anglii gdy miałem 14 lat.
Byłem ogromnie zżyty z całą moja klasą i podwórkiem i nie mogłem się zasymilować i przez to był wielki konflikt domowy, do tego doszły problemy w nowej szkole.
Polskie dzieci nie były za bardzo akceptowane i takie rzeczy jak pobicia po szkole za narodowość to była normalka. Przez to ja się strasznie buntowałem zacząłem być „Dzieckiem ulicy” (dzisiaj gdybym zobaczył siebie w wieku 14-15 lat sam bym sobie wpieprzył) miałem przygodę z narkotykami jako gówniarz, ucieczki z domu etc.
Przez to wszystko jąkanie znowu nasiliło się niezmiernie i dopiero w wieku 16 lat kiedy zdałem do ogólniaka postanowiłem zaprzestać ze wszystkim i odejść z tego złego świata.

Ogólniak był zupełnie inny niż tamta szkoła, zacząłem mieć znajomych, wychodziłem z normalnymi ludźmi, w końcu zacząłem normalnie żyć. Niestety zacząłem strasznie zwracać uwagę na swoje jąkanie. Można powiedzieć, że wpadłem w ogromny dół, boję się nazwać tego depresją, ale może coś w tym jest… Bałem się mówić, nie chciałem nic mówić, zamknąć się w czterech ścianach na zawsze to było moje marzenie, a mimo to nie miałem problemów z załatwianiem spraw na poczcie, spraw bankowych, wygłaszania referatów w szkole czy życia z rówieśnikami. Moją mękę przeżywałem w swojej samotni.

Próbowałem różnych terapii, od hipnozy po terapie wolnej mowy i skutki miały tylko charakter chwilowy… Jąkanie znikało na chwile po czym wracało z powrotem i niestety dawało to strasznie bolesne skutki, ponieważ takowa depresja jeszcze się pogłębiała.
Jak można się jąkać po tym jak gwarantują Tobie całkowite wyleczenie?
Pozostawmy odpowiedź w milczeniu…
Od tamtej pory jestem bardzo sceptyczny co do jakichkolwiek terapii i staram się zaakceptować swoją mową i nie zbaczać na nic, starać się żyć normalnie i eliminować logofobie jak najbardziej się da.

Dzisiaj studiuje, mieszkam w akademiku. Nie mam problemów z życiem, wychodzę ze znajomymi regularnie, rozmawiam, śmieje się, opowiadam dowcipy pomimo jąkania. Na wykładach zgłaszam się, przedstawiam prezentacje i referaty oraz nie mam jakichkolwiek problemów przy pójściu do banku czy iść na rozmowę o prace.
Mam obecnie cudowną dziewczynę i jest dobrze.

Jednak niestety coś mam w sobie takiego, że mam obsesje na punkcie mowy. Potrafię być bardzo sfrustrowany, jeżeli osoba która de facto mówi płynnie zatnie się czy przejęzyczy. Nie rozumiem tego ale oczekuje wręcz, że mowa innych ludzi musi być całkowicie płynna, a tylko ja jestem tym dennym jąkałą. Poza tym muszę się przyznać, wciąż po dziś dzień w samotni przeżywam katusze tego, że nie zaakceptuję jąkania, chcę walczyć, chcę mówić normalnie, chcę być kimś w życiu, ponieważ bardzo się boję, że przez jąkanie nie uda mi się spełnić marzeń, nie uda mi się znaleźć dobrej pracy, a w końcu nie uda mi się mieć szczęśliwego życia. Musze się przyznać, że strasznie się tego obawiam i czasami po prostu siedzę sobie w swoim pokoju i gapię się w ścianę, ponieważ nie chcę mi się żyć, jestem na skraju wytrzymania…
Ale potem podnoszę się mówiąc sobie, że trzeba walczyć i trzeba pokazać na złość temu „KATU”, że ja potrafię, że ja będę kimś!
Jest to dla mnie bardzo dziwne, że publicznie i kiedy mam coś załatwić to nie dotyka mnie logofobia, ale w zaciszu domowym umieram z bólu. Ale dopóki walczę to wiem, że jestem zwycięzcą i nigdy jąkaniu się nie poddam!

Jeżeli doczytaliście do końca moja wypowiedź to jestem wam bardzo wdzięczny.
Wiem, ta historia jest bardzo osobista ale pomyślałem sobie, że ufam ludziom z forum, w końcu jestem tu już prawie dwa lata i nikt inny jak wy nie będzie potrafił mnie tak zrozumieć, więc dziękuję wam za uwagę i pozdrawiam gorąco :)

PODZIEL SIĘ SWOJĄ HISTORIĄ. PRZEŚLIJ NAM TEKST NA KONTAKT@DEMOSTENES2.EU

Przeczytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *